Wyjazd integracyjny - relacja
poniedziałek, 29 października 2007 18:03

Image Bez zbędnego wstępu powiem krótko...oj integrowaliśmy się. Na całego!

Spotkaliśmy się jak zwykle przy dworcowym zegarze i pojechaliśmy może nie hen daleko, ale kilkanaście stacji to było  ( tu podziękowania dla Pani, która wyliczyła nam bezbłędnie za ile przystanków wysiąść trzeba ). Miejscowość prawie że górska, bo Lednogórą ją zwą. Stąd przyszło nam iść kawałek do upragnionego celu – Schroniska Młodzieżowego w Siemianowie. A ile się szło? Zgodnie z wiedzą z Internetu 3 km, według Pań ze schroniska dwukrotnie więcej, a zdaniem zaczepionego przechodnia „dwa klocki do sklepu i później jeszcze”. Towarzyszył nam księżyc w pełni ( zdjęcie Marszala potwierdzi ten fakt ), zmazy ( czyli zmory ) nocne i inne polucje. Doszliśmy po dwóch godzinach. Schronisko przeurocze, jestem pewna, że kiedyś tam wrócimy.
No i jak było w zamiarze, integrowaliśmy się do późnych godzin nocnych w bardzo sympatycznej atmosferze. Kto nie był, niech żałuje, a szczegóły sobie odpuszczę, bo kto uczestniczył w zabawie, ten wie.
Następny dzień minął na zwiedzaniu skansenu i muzeum etnograficznego. Domy z przed 200-300 lat bardzo nam się spodobały. Niektóre meble współcześnie zrobiłyby furorę ( np. łoże małżeńskie – normalnie cudo ). Dodatkowo jesienny krajobraz, jezioro nieopodal, no, widoki prześliczne.
W drodze powrotnej zahaczyliśmy o sklep, bo grupa umierała z głodu. Kupiliśmy sporą ilość pierogów ( na ogórki kiszone w wiosce nie ma co liczyć ), zaintrygowało nas ogłoszenie o kursie tańca dancingowo-weselnego ( jeśli ktoś ma takowy skończony, proszę o informację czy w cenę wchodziła nauka „kaczuszek” :) )  i wróciliśmy do schroniska.
Wieczorem, czy też może późną nocą ( kto by tam czas liczył ;) ) dojechało kilka osób, zwartych i gotowych do wspólnej integracji. Bawiliśmy się do białego rana ( tzn. kto się bawił ten się bawił hihi ) i przy dźwiękach gitar oraz grzechotek ( własnej roboty – unikatowy dźwięk nie do podrobienia uzyskany przez ziele angielskie ) śpiewaliśmy, tańcowaliśmy wywijając niczym kocice ( no i kocury też były ).
Suma sumarum – wyjazd się udał, bo jak mogło być inaczej?